wtorek, 24 listopada 2020

W transie

Wszystko idzie zgodnie z moimi wymaganiami. Bilanse mi się podobają. 

Wtorek (17.11) 456 kcal tosty

Środa: 456 kcal tosty

Czwartek: 456 kcal tosty

Piątek: 456 kcal tosty

Sobota: 1237kcal mandarynka; łosoś na parze, ziemniaki, kiszona kapusta; wino czerwone, 2x drink z aperolem

Niedziela: 456 kcal tosty

Poniedziałek: 349kcal łosoś na parze(74g), groszek z marchewką(110g), sezam, ryż biały (100g), fasola szparagowa (55g) POLECAM BARDZO

Wtorek: 375kcal 40g chleba żytniego z ziaren, masło 4g, szynka 32g, ogórek zielony 56g, tost 

Jedyne co mogę sobie zarzucić to ten alkohol w sobotę. Moja bliska koleżanka miała urodziny. Długo zastanawiałam się czy pić i chyba jednak dobrze zrobiłam mimo wszystko. Drama zaczęła się już na samym początku. Koleżanka-A. zapytała co kupujemy na prezent, no i mówię, że składaliśmy się na bon do zary, ona byłą zdziwiona, wkurzyła się. Składkę organizował ten mój były przyjaciel, ja dowiedziałam się od przyjaciółki, która po prostu sama go zapytała czy się nie składają. Nie dziwie się trochę A., że się wkurzyła bo mają dość dobre relacje, a przynajmniej tak się wydawało, no a tu o niej zapomnieli. No i mimo mojej namowy, próśb nie przyszła. Rozumiem ją, ale i tak uważam, że źle zrobiła, bo jednak to urodziny, nie wypada tak olać kogoś, bo ktoś inny Cię wkurzył. Pomijając to posiadówka była fajna, graliśmy w śmieszną grę, mówią na to "ziemniak" jeśli znacie. W trakcie miałam małe załamanie. Ciężko tak patrzeć na kogoś, kto był Ci tak bliski, z kim dzieliło się tyle sekretów, przeżyć, a teraz nawet sie nie odzywacie. Ciężko mi też patrzeć na to jak się zmienił i w tym to mu trochę współczuję, bo mam wrażenie, że wiele stracił. 

Trudno mi teraz zebrać to co czułam w tamtym momencie. To tak narastało jakiś czas jak tam siedzieliśmy i w pewnej chwili zaczęło przypominać coś jak mini atak paniki. Poszłam sobie na chwile do kuchni pomyśleć, popłakać, pooddychać świeżym powietrzem. Naprawdę nie mogłam i nie mogę zaakceptować tego, że można od tak kogoś zostawić. Te wszystkie wspólne chwile i rozmowy, nie rozumiem. W tamtej chwili poczułam, że mam ochotę zniknąć już i chce kontynuować swoja dietę by mi w tym pomogła. Zniknąć na zawsze i już nie czuć nic. Myśle nad tym teraz. Dziwnie tak o tym napisać. Zastanawiam się co czuję i nie wiem. Trochę taka pustka w środku. Jak się nad tym zastanawiam to szkoda mi tylko ludzi, których kocham i chce dla nich dobrze, nie potrafię czasem patrzeć na kogoś i nie myśleć o tym jak by się czuł jeśli tym razem by mi się udało i nie byłoby mnie by tej osobie pomóc, na dodatek cierpieliby przeze mnie. Tak sobie tylko myślę, pewnie nie dojdzie do tego, bo zawsze mam te swoje granice. Trochę przykre to wszystko, trochę nie. 

Co do jedzenia to coś dziwnie mi się obniżył nagle bilans. To nie było zamierzone. Wczoraj nie było papryki, więc nie zrobiłam śniadania i czekałam na obiad, dzisiaj miałam ochotę na kanapkę zamiast drugiego tosta. Nie wiem czy przy tym zostanę, chociaż wiecie jak to jest, zejdziesz niżej i nie chcesz się wracać. Nie chce też by mnie to zgubiło. W czwartek też jadę na uczelnię na zajęcia od 12 do 16, dojazd godzinę, nie wiem jeszcze jak rozplanuje jedzenie, bo chce byś przytomna jadąc tam i wracając, by nie stało się nic złego  tego powodu. Nie umrę gruba... Później od poniedziałku też mamy już zajęcia. Póki co będę dojeżdżać. Mam już zaproszenia na kawę, na posiedzonki, na spanie nawet do jednej koleżanki. Trochę się cieszę na ten powrót, ciekawa jestem jak to będzie z moim nowym bliskim kolegą/przyjacielem (sama nie wiem jak mam go nazywać, bo jest mi już jak przyjaciel, ale tak ciężko zastosować to słowo). Wczoraj nawet o tym rozmawialiśmy, że pewnie niektórzy się zdziwią, krzywo spojrzą, no ale liczę że wyjdzie jakoś naturalnie, no iże jednak będziemy spędzać czas razem, bo naprawdę dużo gadamy na kamerkach, piszemy. Bardzo mnie też wsparł w sobotę i wydaje mi się, ze to ten moment miał dla mnie duże znaczenie w całej naszej dość krótkiej znajomości. Zazwyczaj to ja proponowałam spotkania, wychodziłam z rozmową, co on tłumaczył tym, że to dla niego nowość, bo zawsze wszystko trzymał dla siebie, rzadko kiedy tak pisał z kimś i jakby nie ma tego mechanizmu, tego czegoś by zrobić krok. Rozumiem to bo jest też introwertykiem, nie ekstrawertykiem jak ja, gdzie ja zawsze potrzebuje kontaktu z ludźmi. No ale w sobotę bardzo mnie zaskoczył, bo cały czas trzymał rękę na pulsie, pisał, pytał, odpisywał, wspierał. Czuję, że wtedy ja się gdzieś jeszcze bardziej przełamałam i mimo, ze miałam do niego zaufanie i już wcześniej powiedziałam mu sporo o sobie, to wtedy nabrałam takiej pewności, że mu zależy, że może nie zniknie, że się interesuje, że to nie jest w żaden sposób naciągane i na siłę. Widzę też, że i on zaczął się otwierać, co wcześniej było dla niego ciężkie i bardzo cieszy mnie ta zmiana. Jest jedną z tych osób, której nie chciałabym zostawić. 

Wracając do diety, to jeśli dobrze pamiętam wagę, kiedy zaczynałam to mam już mniej o 6,9kg. Piękny widok. Teraz leci chyba 6 tydzień, jeśli się nie mylę. Tylko, że miałam 1 tydzień przerwy. Dzisiaj mama powiedziała, że ja chyba schudłam, tylko że słowo "chyba" mnie tu martwi. Słabo, że nie widać jeszcze aż tak. Będzie coraz lepiej, wytrwam. 

Dzisiaj robiłam cały dzień pierniczki, zawiozę trochę na uczelnię w czwartek. Jutro jadę na refleksy do fryzjerki, bo nagle zwolniło się miejsce. Grzywka mi się podoba, chociaż ciężko było sie przyzwyczaić. 

Zrobię jeszcze podsumowanie tygodnia i to by chyba było na tyle. Chciałam napisać jak najwięcej, ale czasem już brakuje mi siły by skupić się i coś trafnie ująć. 

Podsumowanie 16.11-22.11 (poniedziałek-niedziela) 

4131kcal na 7 dni = 590kcal/ dzień sporo wychodzi, ale to tylko dlatego, że alkohol w sobotę znacznie podniósł bilans

Jutro idę też na badania glukoza i obciążenie glukozą, to trochę sobie posiedzę. Oprócz tego analiza moczu i posiew, bo coś za często czuje pieczenie.

Dziękuję Wam bardzo za Wasze komentarze, trzymajcie się <3





Chcę obejrzeć "feed" mam nadzieję, że mam go gdzieś na pendrive jeszcze 

💗

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję <3

0

Witajcie,  Trochę mnie tu nie było. Chciałabym napisać, że tyle się u mnie zmieniło, ale jak się nad tym zastanowię to właściwie wszystko je...